1945-1999

MROKI OKUPACJI I RADOŚĆ WYZWOLENIA

Zakończenie wojny obronnej z najeźdźcą, nie oznaczało dla Polaków złożenia broni. Nie poddały się także i Felicjanki, których dzieje od samego początku zrosły się na trwałe z dziejami narodowymi, dostosowały one tylko swą działalność do wymogów czasu. Dlatego też prowadzony przez nie w Wawrze sierociniec stał się swego rodzaju azylem dla ukrywanych dzieci pochodzenia żydowskiego , w szkole powszechnej, z okrojonym programem, na której prowadzenie udało się siostrom uzyskać od Niemców pozwolenie, uczono potajemnie zabronionych przedmiotów, a w wawerskim gimnazjum, funkcjonującym oficjalnie pod szyldem Szkoły Gospodarstwa Domowego, uruchomiono tajne komplety przygotowujące młodzież żeńską do matury.

Za pozwoleniem władz szkolnych polskiego państwa podziemnego w cieniu tej szkoły otwarto również liceum humanistyczne. Jedna z jego uczennic, Ludmiła Przewalska w 1974 r. opublikowała w Filipince interesujący opis funkcjonującego tam systemu nauczania: Mieszkałam wtedy w Wawrze w internacie i uczęszczałam do gminnej szkoły gospodarstwa domowego. Nauki było bardzo dużo, gdyż miałyśmy podwójny program: ten oficjalny z zakresu gospodarstwa domowego i ten konspiracyjny – z przedmiotów ogólnokształcących. Zajęcia odbywały się w ogrodzie, […] w oborze, w pralni, w kuchni. Każdą wolną chwilę nasi wychowawcy starali się wykorzystać na przekazanie nam wiadomości o naszej Ojczyźnie. Wyglądało to tak: przez 3 godz. Dziewczęta obierały ziemniaki na obiad dla kuchni. Instruktorka wyznaczała jedną z nas na lektorkę. Najczęściej byłam to ja, gdyż podobno ładnie czytałam. Instruktorka podsuwała nam: Sienkiewicza, Żeromskiego, Prusa, Z. Kossak. Książki były trudne. Żadna z nas w domu tego nie czytała. Trudniejsze pozycje instruktorka czytała sama i wiele tłumaczyła. Między zajęcia gospodarcze były wplatane przedmioty trudne zakazane: łacina, historia geografia, język polski, matematyka, fizyka, chemia. […] Czasem odwiedzały nas wizytacje. Władze oświatowe widząc nas w pracowni pochylone nad maszynami do szycia były zachwycone. Ani pomyśleli, że przed chwilą wyszedł od nas profesor od łaciny […] Dyrektorka często nam powtarzała, że zdobyta tu wiedza przyda się Ojczyźnie i społeczeństwu. W podziemiach kościoła z udziałem młodzieży szkolnej organizowano też obchody świąt narodowych, koncerty oraz odczyty przedstawienia teatralne dla podtrzymania w społeczeństwie siły ducha i nadziei na wyzwolenie.

We wszystkich tych przedsięwzięciach ważną rolę przypisać należy Matce M. Symplicycie, która dźwigając ciężar odpowiedzialności za całą prowincję, mimo własnego doświadczenia pobytu na Pawiaku , nie tylko nie hamowała inicjatyw sióstr oraz innych osób spoza Zgromadzenia, ale z pełną otwartością wychodziła im naprzeciw tak, że latach 1939-1944 z felicjańskiej pomocy na terenie Wawra korzystało rocznie około 6000 osób. Jej śmiałe decyzje i brawurowe działania, od których w tragicznych dniach wojny i okupacji zależało życie tylu ludzi, sprawiły, że tak jak w pierwszym miesiącu wojny wawerski klasztor był miejscem wytchnienia dla uchodźców, tak też podczas Powstania Warszawskiego w 1944 r. stał on otworem dla szukających schronienia i posiłku. W momencie zaś wkroczenia wojsk radzieckich i polskich, które nastąpiło 10 września, na dzień przed wysadzeniem przez Niemców kościoła, siostry - podobnie jak w 1939 r. - znów pochylały się nad potrzebującymi pierwszej pomocy, gdyż: Z chwilą zakwaterowania się nowych gospodarzy w klasztorze poczęto tu zwozić rannych żołnierzy na pierwszy opatrunek. Byli wśród nich i Polacy wcieleni do armii radzieckiej. W pokojach przy furcie rozlegały się nieustannie jęki, korytarze pełne były żołnierzy wyczerpanych do ostateczności tak, że w biały dzień, wśród ogólnej krzątaniny zasypiali natychmiast na gołej podłodze. Siostry posługiwały zdrożonym, spełniały życzenia ciężko rannych, niekiedy ostatnie, bo wielu umierało na ich rękach. Wkrótce poproszono Felicjanki również do pracy w szpitalu polowym, który urządzono w rembertowskim lesie, na terenie fabryki amunicji Pocisk, gdzie wśród gęsto padających niekiedy kul niemieckich pełniły dyżury przy rannych, leżących w zwykłych szałasach, zwanych przez Sowietów pałatkami.