Historia Kościoła

Kościół pod wezwaniem Matki Bożej Królowej Korony Polskiej razem z przylegającym do niego klasztorem, wzniesiony w latach 1928-1935 na terenie Wawra-Glinek to wotum wdzięczności Zgromadzenia za niepodległość Polski i powrót felicjanek do ich kolebki.

Fundowany z zasobów pieniężnych ukwestowanych głównie w Stanach Zjednoczonych, miał on według zamysłu ówczesnej przełożonej generalnej Matki M. Bonawentury Stawskiej, stanowić symbol jedności prowincji amerykańskich i polskich. Decyzję o jego budowie podjął zarząd generalny w połowie czerwca 1927 r., powierzając wykonanie całego projektu znanemu architektowi Zygmuntowi Gawlikowi, który obliczył, że na całą konstrukcję będzie potrzebował 1.800.000 cegieł. Poświęcenia gruntu w obecności przybyłej z Krakowa Matki M. Pii Schwedy, radnej generalnej i towarzyszącej jej Matki M. Cherubiny Jasińskiej, dokonał w dniu 29 sierpnia 1928 r. ks. prałat Leon Kalinowski. Przywiezione przez powracającą z Ameryki, Matkę M. Antoninę Omernik, wikarię generalną, ofiary i nieustannie organizowane w kraju zbiórki funduszy, pozwoliły na podciągnięcie w ciągu roku murów świątyni pod sam dach. Nowy obiekt sakralny budził wielkie zainteresowanie zarówno wśród dygnitarzy kościelnych, jak również architektów i dziennikarzy, o czym świadczą notatki prasowe tamtego okresu. Coraz częstszym gościem felicjanek bywał kard. Aleksander Kakowski, który 24 września 1929 r., w obecności biskupów Stanisława Galla i Antoniego Szlagowskiego, osobiście święcił kamień węgielny, wmurowany wraz z przygotowanym uprzednio dokumentem w boczną ścianę kościoła od jego strony zachodniej. Uwagę znawców przyciągał szczególnie wykonywany przez Xawerego Dunikowskiego portal świątyni, który tworzyła rzeźba Matki Bożej Częstochowskiej z zamieszczonymi po obu stronach scenami z jej życia oraz figurami św. Franciszka z Asyżu i św. Feliksa z Kantalicjo. Mimo trudności finansowych, wynikających przede wszystkim z ogólnego kryzysu gospodarczego, siostry robiły wszystko, aby do końca 1931 r. budynek kościelny pokryć dachówką, co było wyraźnym życzeniem kard. Kakowskiego. 

Ponadto od 5 sierpnia 1933 r., obok małej zakonnej sygnaturki, którą zamontowano dwa lata wcześniej, rozlegał się w okolicach Wawra dźwięk trzech dużych dzwonów, które poświęcił bp Gall, nadając im jednocześnie imiona: Maria Józef Franciszek, Maria Józef Feliks i Maria Józef Antoni. Niestety po umieszczeniu krzyża na wieży kościelnej, co nastąpiło miesiąc później, 7 września, prace trzeba było przerwać z powodu braku pieniędzy i niewypłacalności zaciągniętych długów. Matka M. Pia, sprawująca od 1932 r. urząd przełożonej generalnej, podczas wizytacji przeprowadzanej od kwietnia 1934 r. w prowincjach amerykańskich, zorientowała się, że na ich pomoc finansową absolutnie liczyć nie może, gdyż jak pisała do Matki M. Melchiory Uchrynowicz: Tu w Ameryce naprawdę opłakane czasy prezydenta Herberta Hoovera. Choćby Matki Prowincjalne chciały przyjść nam z pomocą, obecnie nie mogą związać końca z końcem. Siostry po dwa lata nie mają pensji wypłacanej […]. Wstrzymanie budowy nie było po myśli kard. Kakowskiego, który mimo surowego stanu kościoła już w maju 1934 r. kazał siostrom kościół otworzyć i umożliwić okolicznej ludności uczestniczenie w nabożeństwach. Gdy więc rok później przybył z niezapowiedzianą wizytą i dowiedział się, że życzenie jego nie zostało spełnione, w rozmowie z Matką M. Antoniną Omernik, ówczesną przełożoną prowincjalną, wyraził swoje niezadowolenie. Nie mogąc dłużej zwlekać z zastosowaniem się do zaleceń arcypasterza 20 lipca 1935 r. miejscowy kapelan ks. Wojciech Kamieński, za pozwoleniem biskupa Galla dokonał cichego poświęcenie kościoła, który nie miał jeszcze stałego ołtarza wielkiego i innych ołtarzy, nie miał nawet drzwi głównych, tylko miejsce zabite deskami. Pomimo takiego mizernego stanu, felicjańska świątynia zaczęła tętnić życiem eucharystycznym. Jedną zaś z pierwszych większych przeżywanych w niej uroczystości był złoty jubileusz życia zakonnego Matki M. Albiny Mazurowskiej, byłej przełożonej prowincjalnej i Siostry M. Teofili Zywar, celebrowany przez abpa Galla, w asyście licznego duchowieństwa. Ze specjalnym błogosławieństwem dla jubilatek od Ojca św. przybył tego dnia do Wawra również abp Franciszek Marmaggi, nuncjusz apostolski. Po obejrzeniu kościoła zapowiedział on, że z chwilą ukończenia prac osobiście będzie konsekrował świątynię w imieniu Papieża, który - jak się wyraził - kocha Zgromadzenie Sióstr Felicjanek. Pius XI - pełniący, jako Achilles Ratti, najpierw misję papieskiego wizytatora, a następnie posługę nuncjusza w odrodzonej Polsce - z wielką życzliwością odnosił się do felicjanek, dobrze znanych mu z okresu jego pobytu w Warszawie.

Pod koniec 1935 r., aby godnie sprawować Eucharystię, siostry sprowadziły z Krakowa nieukończony, dwustronny drewniany ołtarz projektu Gawlika, wykonany przez uczniów szkoły Dunikowskiego. Mimo iż brakowało jeszcze zwieńczenia w kształcie krzyża, tabernakulum i figur dwóch głównych patronów Zgromadzenia św. Franciszka i św. Feliksa, wyglądał on imponująco.

 Zdobiące antepedium symbole czterech ewangelistów, wypełnione grającymi na instrumentach chórami anielskimi trzy kondygnacje nad mensą, dwaj klęczący aniołowie, gotowi podtrzymywać Najświętszy Sakrament oraz piękne i surowe w swej franciszkańskiej prostocie postacie świętych: Bonawentury, Kolety, Antoniego i Klary czyniły z niego jedno z najpiękniejszych w Europie środkowej dzieł sztuki.

SYMBOLE EWANGELISTÓW

W roku 1936 świątynia wzbogaciła się jeszcze o figury Serca Jezusowego i Matki Bożej Niepokalanej, ofiarowanych przez mieszkankę Warszawy Józefę Kasprzycką. Jednak poza uzupełnieniem najbardziej koniecznego wyposażenia, takiego jak prosta, zbita ze zwykłych desek ambona, konfesjonał czy krzesła zastępujące tymczasowo ławki, do wybuchu II wojny św. żadnych prac przy kościele już nie podejmowano. Natomiast kampania wrześniowa 1939 r. pozostawiła na świątyni poważne ślady zniszczenia. 

Dla wkraczającego na teren Wawra nieprzyjaciela szczególne znaczenie ze względów strategicznych miała osiemdziesięciometrowa wieża, którą od razu zajęli niemieccy oficerowie. Wybijająca się na tle pustej wokół przestrzeni sylwetka kościoła stanowiła jeden z najdogodniejszych w okolicy punktów obserwacji walczącej Warszawy. Temu też przypisać należy przyjazd Hitlera w asyście Himmlera w dniu 22 września 1939 r. Jak wynika ze wspomnień sióstr po tej mało zaszczytnej dla felicjanek wizycie, Niemcy tłumnie przybywali oglądać wieżę, gdzie przez chwilę stało ich bożyszcze. W krótkim czasie wykupili też wszystkie pocztówki kościoła, których przez wiele lat nie udało się siostrom sprzedać na jego wykończenie.

Kiedy w czerwcu 1941 r. armia hitlerowska uderzyła na Związek Radziecki, władze okupacyjne zażądały od kurii biskupich na całym obszarze Generalnej Guberni wydania dzwonów ze wszystkich kościołów. W niebezpieczeństwie znalazły się również dzwony z felicjańskiej świątyni. Jednakże dzięki zabiegom Siostry M. Modesty Gadomskiej, ówczesnej ekonomki prowincjalnej i pomocy życzliwych siostrom ludzi w zamian za nie odstawiono 650 kg wartościowego metalu i małą, wzywającą do modlitwy sygnaturkę ważącą 5,5 kg. Warto jednocześnie zaznaczyć, że nawet w tak trudnym okresie kruchta kościelna wzbogaciła się o dwa nowe elementy. Był to krucyfiks ufundowany przez społeczeństwo Wawra w 1941 r. oraz obraz św. Wawrzyńca, namalowany przez Wacława Piotrowskiego w 1943 r., przekazane siostrom w imieniu zarządu gminy przez wójta Stanisława Krupkę na ręce Matki M. Symplicyty Nehring za ofiarną posługę felicjanek i niesienie pomocy ofiarom niemieckiej agresji. Najcięższe jednak chwile przeszedł budynek kościoła w 1944 r. Najpierw były to momenty grozy związane z zaminowywaniem go przez Niemców, które zostało przerwane przez wkroczenie wojsk sowieckich i polskich, później ciężkie bombardowanie 21, 22 i 25 listopada. Ostrzał ciężkiej niemieckiej artylerii skierowany na kościelną wieżę uszkodził jej kolumnadę i poczynił ogromne zniszczenia w całym obiekcie. Ostatecznie, pragnąc zapobiec dalszym bombardowaniom oraz zawaleniu się wieży na ocalałą część chóru zakonnego, Matka M. Symplicyta poprosiła polskich saperów o wysadzenie wieży na zewnątrz. Z pozbieranych z niej kamieni siostry własnymi rękoma zbudowały przed kościołem, po zakończeniu wojny, jako wyraz wdzięczności za swoje ocalenie, grotę Matki Bożej z Lourdes. Dla upamiętnienia trudnych czasów wmurowano tam również fragmenty bomb, których w 1944 r. na teren klasztorno-kościelny padło około sześćdziesięciu.

Tuż po wojnie w 1945 r. siostry z wielkim wysiłkiem zaczęły zabezpieczać i rekonstruować zniszczone budowle, na ile to było możliwe. Najpierw postawiły ścianę oddzielającą chór zakonny od kościoła, osłaniającą go przed wiatrem, zimnem czy deszczem. Pozwoliło to jednocześnie w wydzielonej w ten sposób klasztornej kaplicy wznowić nieustanną adorację Najświętszego Sakramentu. Następnie przystąpiono do prac konserwacyjnych. Mury spięto żelaznymi klamrami, dach pokryto, zamurowano wyrwy w ścianach, zlikwidowano ogromny lej w podłodze i oszklono okna. Nie planowano natomiast na razie odbudowy bocznych skrzydeł czy schodów, ponieważ nie było na to środków. Sama Matka M. Symplicyta zastanawiała się nad sensem renowacji świątyni, gdyż uważała, że wystawienie nowej byłoby mniej kosztowne, niż naprawianie ruin. Przełożona Generalna, Matka M. Pia, zajęła jednak zdecydowane stanowisko twierdząc, iż ponieważ kościół był własnością Zgromadzenia z racji ślubu ubóstwa należało go ratować od dalszych zniszczeń. W obliczu nowego komunistycznego systemu, który w miarę stabilizowania swej pozycji w państwie utrudniał lub wręcz uniemożliwiał budowę nowych świątyń, decyzja ta okazała się opatrznościowa.

Po odmalowaniu kościoła i odrestaurowaniu poszarpanego przez odłamki bomb i granatów ołtarza w 1949 r. zaczęto stopniowo kompletować również brakujące elementy wyposażenia świątyni. Najpierw zawieszono przygotowywane już od dawna obrazy Drogi Krzyżowej pędzla L. Lisowskiego, ucznia J. Mehoffera i uzupełnione trzema brakującymi stacjami: IX, XI, XIII, wykonanymi przez krakowskiego malarza Dąbrowskiego.

Następnie w listopadzie tego samego roku wciągnięto na szczyt ołtarza krzyż z gołębicą, wykonany według projektu brata Jana Kajzera, salezjanina z Oświęcimia, który na prośbę sióstr przejął kierownictwo artystyczne w uzupełnianiu wystroju kościoła. Dwa lata później ołtarz wzbogacono o pancerne tabernakulum, zaś w 1953 r. w świątyni pojawiły się zaprojektowane również przez brata Kajzera konfesjonały i ławki. Zwieńczeniem prac we wnętrzu kościoła było ustawienie w ołtarzu brakujących figur św. Franciszka i św. Feliksa w roku 1955.

Następnego roku ówczesna przełożona prowincjalna, Matka M. Kalasancja Fuja dowiedziała się od ks. bpa Wacława Majewskiego o planach utworzenia parafii przy wawerskiej świątyni. Projekt ten faktycznie doszedł do skutku po rozmowach przeprowadzonych przez księdza Prymasa Stefana Wyszyńskiego w Rzymie w 1957 r., z Przełożoną Generalną Matką M. Symplicytą Nehring. Oficjalne przekazanie kościoła pod wezwaniem Matki Bożej Królowej Polski w użytkowanie parafii pod wezwaniem św. Feliksa za symboliczną złotówkę - z zachowaniem przez Zgromadzenie praw własności - dokonało się 10 czerwca 1958 r. Kolejni natomiast proboszczowie: ks. Wacław Kurkus (1958-1968) i ks. Jerzy Dziurzyński (1968-2003) razem z kościołem przejęli obowiązek troszczenia się o umocnienie naruszonych fundamentów, rekonstrukcję schodów i bocznych skrzydeł, których siostry jeszcze nie zdołały odbudować z wojennych zniszczeń.