Historia - Czasy wojenne

Spis treści

hitler2        Jak wynika z danych opublikowanych z okazji 100 lecia Zgromadzenia, do II wojny światowej 800 felicjanek w Polsce prowadziło 16 sierocińców, 9 internatów, 15 kursów kroju i szycia, 53 przedszkola (ochronki) i pracowało w 21 szkołach, a pod ich opieką znajdowało się około 10.800 dzieci i młodzieży. Z kolei dla ubogich studentów w Krakowie otworzyły one w 1873 r. „kuchnię Siostry Samueli”. Jej kierowniczka, którą była właśnie Siostra Maria Samuela Piksa, gdzie tylko mogła, kwestowała na potrzeby „krakowskich żaków”, dzięki czemu do kuchni, oprócz produktów spożywczych, często trafiały też książki, buty czy ubrania. Kiedy w 1923 r. na 50 - lecie tej instytucji, siostra Samuela za działalność humanitarną została laureatką Polskiej Akademii Umiejętności, obliczono, że w krakowskiej kuchni dla studentów w ciągu tych 50 lat wydano 3.860.000 obiadów.
        Podczas zarówno I, jak i II wojny światowej felicjańskie habity znów można było spotkać w szpitalach polowych przy rannych i umierających. W okresie niemieckiej okupacji w sierocińcach siostry ukrywały dzieci żydowskie, a w Warszawie z ich pomocy korzystał nawet doktor Janusz Korczak, przebywający przez pewien czas ze swymi podopiecznymi w kolonii „Różyczka” na terenie Wawra. Felicjanki, nie zaprzestając swojej codziennej posługi najmłodszym oraz osobom starszym i chorym, żywiły głodnych, dawały schronienie uciekinierom i otwierały klasztory na tajne nauczanie. Tym sposobem przy furcie krakowskiego domu prowincjalnego odbywały się tajne komplety filologii klasycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego, a na Wawerskich Glinkach działała Szkoła Gospodarstwa Domowego, pod szyldem której funkcjonowało gimnazjum i liceum sióstr felicjanek. Poza tym, klasztor w podwarszawskim Wawrze w latach 1939-1944 wspomagał rocznie około 6.000 osób, które potrzebowały schronienia, pożywienia, czy innej pomocy. Było to możliwe dzięki wybitnej osobowości Matki Marii Symplicyty Nehring, która w 1938 r. objęła posługę przełożonej prowincjalnej w prowincji warszawskiej. W chwili przystąpienia USA do wojny z Niemcami, chociaż mogła ona jako obywatelka amerykańska, wyjechać do Stanów Zjednoczonych, zdecydowała się nie opuszczać Polski i przepłaciła to uwięzieniem na Pawiaku. Dzięki współpracy sióstr z Polakami działającymi w „podziemiu” udało się ją stamtąd uwolnić, co okazało się opatrznościowe w kontekście doświadczeń Powstania Warszawskiego i ciężkiego bombardowania domu prowincjalnego w 1944 r. Jej męstwo i odwaga podtrzymywały wiarę i dawały nadzieję wielu.
        Prowincja lwowska, natomiast podczas II wojny światowej znalazła się pod panowaniem sowieckim. Siostry musiały zdjąć habity, wiele z nich trafiło do kołchozów, niektóre na Syberię, jedna zginęła od kuli. Miara zniszczeń była ogromna, a powojenne przesunięcie granic zmusiło felicjanki do opuszczenia ponad 40 placówek na wschodzie, z których w samym Lwowie było ich aż 10. Tak więc w 1946 r. serce prowincji lwowskiej zaczęło bić w Przemyślu.
Akademia Felicjaska w Detroit Michigan        Felicjanki za Oceanem w tym samym okresie kontynuowały energiczną działalność. Z danych przygotowanych na wielki jubileusz Zgromadzenia w 1955 r. wynika, że 3.800 amerykańskich felicjanek prowadziło wówczas w USA 38 szpitali i klinik, 5 sierocińców, 162 przedszkola, 265 szkół podstawowych i 36 szkół średnich. W placówkach tych siostry obejmowały opieką łącznie około 111.100 dzieci i młodzieży. Aby się do tej pracy dobrze przygotować, felicjanki kształciły się nie tylko na amerykańskich uczelniach; w latach 1928 - 1939 aż 14 sióstr z USA ukończyło Uniwersytet Jagielloński w Krakowie. Większość z nich studiowała filologię polską, aby po powrocie do kraju uczyć tego przedmiotu w szkołach (jedna, siostra Maria Kalasancja Fuja, jako pierwsza zakonnica w historii UJ ukończyła biologię ze stopniem doktora). Nic też dziwnego, że do II wojny światowej w nauczaniu języka polskiego niemal w całych Stanach Zjednoczonych posługiwano się podręcznikami napisanymi przez felicjanki. Wiele z nich bazowało na wzorcach stworzonych jeszcze w XIX stuleciu przez ks. Józefa Dąbrowskiego i M.M. Kajetanę Jankiewicz, jedną z pięciu felicjańskich pionierek w Nowym Świecie. Publikacje z drukarni „Felicjana” w Buffalo, którą siostry otworzyły w 1924 r., przez wiele lat trafiały nie tylko do szkół i domów polskich emigrantów, ale były wysyłane także za Ocean, do Polski.